Zygmunt Strenczak „Człowiek człowiekowi wilkiem”

Dodane przez: Beata Żyłkowska - Grudzień 19th, 2014

Do bogatej literatury wspomnieniowej o tematyce sybirackiej dołączyła ostatnio książka Zygmunta Strenczaka „Człowiek człowiekowi wilkiem”. Autor posłużył się tu przysłowiem łacińskim „Homo homini lupus est”, w skrócie oznaczającym ludzi zawistnych, nieżyczliwych dla siebie nawzajem. W tym przypadku znaczy to coś więcej, oznacza bowiem wrogość, nienawiść niosącą za sobą śmierć i zagładę niewinnych ludzi.

Na krańcach ziem wschodnich należących do Polski do 17 września 1939 r. rozegrały się dramaty ludzi, którzy niczym nie zawinili. Napadnięci nocą, wyrwani ze snu, załadowani do towarowych, brudnych wagonów zostali wywiezieni na północ, wschód i południe Związku Radzieckiego.

Autor omawianej książki jest sybirakiem, sam doznał bólu nędzy, głodu i upokorzenia, tym bardziej więc wiarygodna jest jej wymowa. Publikacja podzielona jest na cztery główne części tematycznie powiązane: „Zbrodnia katyńska”, „Syberia – deportacje”, „Rzeź wołyńska” i „Wspomnienia”. Otwiera ją „Wprowadzenie prof. dr. hab. Janusza Karwata” omawiające ogólne tło historyczne, na jakim rozgrywają się stosunki polsko-rosyjskie.

We wstępie autor Zygmunt Strenczak zwraca się wprost do przyszłych czytelników, by czytając, poznali różnorodne losy Polaków w czasie II wojny światowej, jak los miotał ludźmi po niemal wszystkich kontynentach świata, jak sponad milionowej rzeszy wywiezionych na Syberię i do Kazachstanu do Polski wróciło tylko około pół miliona, pozostali zginęli lub osiedlili się w innych krajach.

W części „Zbrodnia katyńska” autor przytacza wiele dokumentów jej dotyczących, dziś już na szczęście dostępnych (aczkolwiek nie wszystkie) w archiwach polskich i rosyjskich. Cytowane dane są autentyczne, oparte na dokumentach, a nie na domysłach.

Część „Syberia – deportacje” przedstawia opis czterech masowych deportacji Polaków z terenów zagrabionych, warunki transportu, miejsca zsyłki, pracę i życie na zesłaniu.

Najmniej znane są sybirakom wydarzenia, jakie miały miejsce w czasie II wojny światowej na Wołyniu – rzeź ludności polskiej na Wołyniu w 1943 r. Ukraińscy nacjonaliści pod hasłami wolnościowymi dokonali na mniejszości polskiej ohydnej zbrodni, zabijając Polaków w okrutny sposób, gwałcąc i rabując. Rzeź inspirował i dowodził nią Stepan Bandera, dziś bohater Ukraińców.

Ponad połowę objętości książki zajmują „Wspomnienia”, wśród nich wspomnienie o rodzinie polskiego kosmonauty Mirosława Hermaszewskiego, ze wsi Lipniki na Wołyniu, ocalonego z rzezi jako niemowlę dzięki matce.

W drugiej połowie lat 40. XX w. wielu ocalonych Polaków przesiedliło się w ramach repatriacji do Polski. Tu kończyli szkoły, wielu z nich zrobiło kariery naukowe. Prof. Józef Łukaszewicz w latach 1981–1982 był rektorem Uniwersytetu Wrocławskiego, Danuta Małecka – profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, Karol Nowicki – lekarzem chirurgii w szpitalu w Pile.

Andrzej Rozwadowski wywieziony z rodziną jako siedmiomiesięczne niemowlę do Kazachstanu wrócił do Polski w 1946 r. W 1998 r. odbył długą podróż na rowerze do miejsca zesłania, którą opisał w książce „Syberia raz jeszcze” wydanej w 1993 r.

Książkę „Człowiek człowiekowi wilkiem” zamykają wspomnienie autora zatytułowane „Matki sybiraczki – bohaterki przetrwania” oraz opis powstania i działalności Oddziału Związku Sybiraków w Pile.

Książkę można nabyć, kontaktując się z autorem pod nr. tel. 723 882 432 lub 672 621 838.

Oprac.: Irena Tańska

Ewaryst Edmund Witczak „Wspomnienia małego sybiraka”

Dodane przez: Beata Żyłkowska - Wrzesień 15th, 2014

Ewaryst Edmund Witczak

„Wspomnienia małego sybiraka (lata 1939–1946)”

Warszawa 2014

 

Ewaryst Edmund Witczak, zwany w dzieciństwie przez bliskich Rysiem, syn oficera Korpusu Ochrony Pogranicza na Kresach Wschodnich, w 1940 r. jako niespełna dziesięciolatek został deportowany z młodszą siostrą i mamą do Kazachstanu. Z ładnego mieszkania w willi do ziemianki. Skończyło się beztroskie dzieciństwo. Trzeba było szybko dorosnąć, zacząć pracować, starać się zdobyć coś do jedzenia, wspierać najbliższych, pomagać słabszym, mniej zaradnym, zapomnieć o zabawach. Czasami siadał na uboczu i w swoim „pamiętniku” notował ważne jego zdaniem wydarzenia, historyjki, nowinki.

Po wielu latach notatki te stały się kanwą utworu „Wspomnienia małego sybiraka”. Ukończył jego pisanie w 2013 r.

Książka ta jest nie tylko obrazem martyrologii ludzkiej, ale też świadectwem ogromnych możliwości tkwiących w człowieku. Rysio i Wiesia, a także ich koleżanki oraz koledzy, na tej „nieludzkiej ziemi” potrafili dostosować się do warunków, w których przyszło im żyć, dojrzeli, nauczyli się samodzielności oraz odpowiedzialności. Tam zrozumieli też, jak ważna jest solidarność ludzka.

Dzięki matce, kobiecie aktywnej, odważnej, zaangażowanej w działalność patriotyczną, szanującej odmienność każdego człowieka, wyrozumiałej i potrafiącej zachować pogodę ducha w najtrudniejszych sytuacjach brat z siostrą nieźle radzili sobie z codziennością, która wydawać się czasami mogła nie do zaakceptowania. Byli jednak pewni, że „mama nam podsunie pomysł na to, co mamy dalej robić”. Maria Witczak nigdy nie zawiodła syna i córki. Jej duchowemu wsparciu oraz wspaniałym cechom charakteru Rysio z Wiesią zawdzięczali to, że pozbawieni normalnego dzieciństwa przetrwali czas upodlenia, nędzy i strachu, by w 1946 r. wrócić do Polski.

Warto sięgnąć po tę książkę. Nie tylko po to, by poznać jeszcze jedną relację o losie zesłańców, ale po to, by uzmysłowić sobie, że w czasach pogardy i zniewolenia, poczucia lęku i bezsiły, można jednak zachować optymizm, nie zatracić empatii, uwierzyć w pomyślną odmianę losu i zdać egzamin ze swego człowieczeństwa.

Warszawska Firma Wydawnicza

Promocja książki „Przystań w Szczecinie”

Dodane przez: Beata Żyłkowska - Maj 20th, 2013

W dniu 30 kwietnia 2013 r. w Sali Muzeum Narodowego w Szczecinie odbyła się promocja książki „Przystań w Szczecinie”. Jest to już druga publikacja młodzieży Gimnazjum nr 7 im. Sybiraków w naszym mieście. Pierwsza książka zawiera wspomnienia Sybiraków zebrane przez uczniów tej szkoły i nosi refleksyjny tytuł „Z daleka… Coraz dalej”.

Promowana aktualnie książka ma formę poetycką. Inspiracją dla wzruszających wierszy były spotkania z Sybirakami, rozmowy z nimi, wsłuchiwanie się w ich przeżycia.

Na uroczystą promocję książki przybyli Sybiracy, władze oświatowe, media, wspaniali nauczyciele pod przewodnictwem Dyrektor Gimnazjum pani Ewy Zagubień, a przede wszystkim młodzież – autorzy książki, którzy recytując napisane przez siebie wiersze, wzruszali do łez. W wierszach są świeżość spojrzenia, groza, dziecinne niedowierzanie, wrażliwość. To samo dotyczy pełnych emocji ilustracji do książki wykonanych przez młodzież.

Książkę otwiera wiersz Emilii Poborczyk z klasy 2 b.

 

Sybiraku, dziękuję!

Za doświadczenie zdobyte przez Ciebie,

Za twoją wiarę i godność,

Za poświęcenie i przebytą drogę,

Za trwałość w dążeniu do celu,

Za to, że przetrwałeś.

 

Ty nauczyłeś mnie, jak przeżyć najtrudniejsze.

Drogę śmierci, lamentu, bólu…

Drogę między katami,

Zło otaczającego świata.

A mimo twych przeżyć,

Twojej tragedii – jesteś szczęśliwy.

Dziękuję, że możesz być dla mnie autorytetem.

 

I miejsce X 2012 zajęła Anna Pałamar z klasy 3 c.

 

Wspomnienie wzdycha bezsilnie

Na widok kuli zawieszonej

W przestrzeni zagłady.

 

Zduszony krzyk strachu,

Wspomnienie traci nadzieję.

Chce umrzeć, lecz nie umie.

Chce przeżyć, lecz cierpi.

 

Wspomnienie zawisło bezczynnie

Pomiędzy dwoma światami.

Między nadzieją a strachem,

Między strachem a nadzieją.

 

Wspomnienie zapomni najgorsze

Resztę zostawi – przestrogę,

Wspomnienie patrzy

Duszą zmęczonego człowieka.

 

Sybiracy i goście – w tle wystawa „Kresy w fotografii Henryka Poddębskiego”

Dyrektor Gimnazjum pani Ewa Zagubień i autorzy promowanej książki

Sybiracy obdarowani książkami

Oprac.: Iwona Biedulska, Prezes Zarządu Oddziału ZS w Szczecinie, fot. Magdalena Skowrońska

Zofia Wężyk-Machowska – „Retrospekcja”

Dodane przez: Administrator - Marzec 18th, 2011

Okładka - Retrospekcja

Informujemy, że w czerwcu 2010 r. na rynku księgarskim pojawiła się książka pt. „Retrospekcja. Z Baranowicz przez Syberię do Gdańska”.

Książka ma nadany numer ISBN, wydało ją Wydawnictwo ASKON Sp. z o.o. w Warszawie.

Autorka książki – pani Zofia Wężyk-Machowska – jest członkinią naszego Oddziału Związku Sybiraków.

Polecamy tę lekturę czytelnikom, gdyż opisane koleje losu autorki, która wraz z matką przebywała na zesłaniu 5 lat, zasługują naszym zdaniem na zainteresowanie.

Poniżej przedstawiamy wybrane fragmenty książki.

Z prologu:

„Nikt nie mógł wówczas przypuszczać, że późniejsze dramatyczne losy naszej rodziny będą przesądzone wyłącznie dlatego, że byliśmy Polakami zamieszkałymi na Kresach, (…) że 18 maja 1940 roku mój brat zostanie aresztowany przez NKWD i …stanie się ofiarą mordu sądowego, że wreszcie w nocy z 19 na 20 czerwca 1941 roku NKWD aresztuje również mojego ojca, a mama wraz ze mną będzie deportowana na Syberię (…).

Przez wiele lat pamięć o tamtych wydarzeniach była na tyle bolesna, że chociaż wracałam do nich w rodzinnych opowieściach, to przecież w głębi serca robiłam to niechętnie i dopiero teraz, u schyłku życia, przełamuję budowaną podświadomie barierę (…)”

W Baranowiczach:

„Swoiste represje i dyskryminację odczuwali polscy uczniowie. I tak: moja Szkoła Powszechna im. Marii Konopnickiej (…) teraz była już szkołą rosyjską, a my, wierni ojczystemu językowi polskiemu, musieliśmy się przenieść do prowizorycznego baraku na peryferiach miasta (…). Nauka białoruskiego i niemieckiego była obowiązkowa (…). Od samego początku znienawidziłam tę szkołę wraz z  jej nowym programem nauczania, (…) w szczególności za nachalną propagandę rzekomo »jedynego sprawiedliwego ustroju społecznego na świecie« oraz bezczelnie narzucanego nam kultu »ojca wszystkich narodów« – generalissimusa Józefa Stalina. (…) Obok gigantycznych portretów, na których dobrotliwie uśmiechnięty Stalin przedstawiany był w otoczeniu dzieci i kwiatów, powieszono portrety wodza rewolucji – Lenina, oraz teoretyków komunizmu – Marksa i Engelsa. Rozdano nam okrągłe, metalowe znaczki z czterema profilami tych postaci, ale nie zhańbiłam się przypięciem go do szkolnego mundurka”.

„Tym razem nie mamy czasu na pogawędki, dziękuję więc i żegnam go jak zawsze słowami: »dobranoc Tatusiu«. Ale ta noc nie będzie dobra, okaże się okrutna i straszna, a nasze życzenia dobrej nocy będą ostatnimi przed pięcioletnią rozłąką ojca i córki (…). Ze snu budzi mnie nagle ujadanie psów, któremu wtórują dźwięki niecierpliwego dzwonka przy bramie i męskie głosy: „otkrywajtie bystrieje!”.

„Nocny mrok już się rozprasza na tyle, że dostrzegam na przeciwległym skraju skweru sylwetki ojca i jego konwojenta. Przyspieszam kroku, biegnę, krzycząc z całej siły: »Tatuuusiu, wywożą nas na Sybeeerię!«. Widzę, jak ojciec zatrzymuje się i odwraca, a więc usłyszał mój głos, ale czy zrozumiał słowa? Czy już na pewno wie, co nas czeka? Konwojent musiał go ponaglić, bo po krótkiej chwili obie postaci oddalają się coraz bardziej, aż stopią się w jeden znikający punkt”.

Na Syberii:

„Uzbrojony konwojent staje w drzwiach wagonu. Rozgląda się badawczo, po czym wyczytuje z listy nasze imiona i nazwiska. Upewniwszy się, że są wszyscy, zasuwa ciężkie, okute żelaznymi sztabami drzwi. Słychać szczęk i łomot zamykanych kolejno wagonów. Jesteśmy autentycznymi więźniami, traktują nas jak przestępców, zbrodniarzy. Za co? Dlaczego?!””O godzinie 9.45 przejeżdżamy niedawną jeszcze granicę polsko-sowiecką. Ogólne wzruszenie, łzy bezsilnej bezradności i wewnętrznego rozdarcia z powodu podwójnej rozłąki: z najbliższymi nam osobami i z Ojczyzną. Żegnajcie Baranowicze! Żegnaj polska ziemio!”

„(…) nie potrafię sobie wyobrazić, na czym może polegać moja praca. Jest nas gromadka dzieci w wieku 7–12 lat. Ustawiają nas na skraju rozległego pola, porośniętego niskim, słabiutkim żytem, którego prawie nie widać wśród zagłuszających go krzaków ostu. Naszym zadaniem jest ścinanie chwastów przy samej ziemi i pozostawianie w bruzdach, aby wyschły na słońcu. Idę cały czas zgięta w pół. Bolą plecy, dokucza pragnienie, małe ręce bez rękawiczek ochronnych są pokłute, obolałe, pieką. Od czasu do czasu prostuję się i rozglądam wokół siebie: ziemia sucha, popękana, zboże rachityczne, gdzieniegdzie jakiś nieśmiały bławatek albo mak ubarwia smętny krajobraz”.

„Od pewnego czasu prowadzę pierwszy w życiu pamiętnik. Nigdy nie przypuszczałam, że będę notować fakty i wrażenia w tak szczególnych warunkach, w świecie krańcowo różnym od tego, w jakim miałam szczęście przeżyć wczesne dzieciństwo. I wprawdzie otaczająca nas rzeczywistość bywa częściej smutna niż wesoła, to przecież chcę zachować jej wspomnienie, przede wszystkim dlatego, by po spotkaniu z tatusiem móc opowiedzieć ze szczegółami o naszym zesłańczym losie”.

„Zebrała się nas spora gromadka przy wigilijnym stole nakrytym białym obrusem. Zamiast świecy – kopciłka, zamiast opłatka – chleb. Przy dzieleniu się nim niejedna łza spłynęła z oczu, załamywały się głosy przy śpiewaniu kolęd, myśli ulatywały ku naszym najbliższym, z którymi nas tak okrutnie rozdzielono (…)”.

„Ach, jak dobrze byłoby móc teraz zasnąć mocnym, długim snem i obudzić się dopiero po wojnie, w Baranowiczach, w naszym domu z cudownym ogrodem”.

„W tym dramatycznym momencie wchodzi profesor Mancerow – wysoki, przystojny szatyn o inteligentnych rysach i mądrym spojrzeniu. Żona przedstawia mu sprawę, a on wita się, obrzuca nas uważnym spojrzeniem, po czym zaprasza do eleganckiego gabinetu. Osłuchuje serce, ogląda wyniki badań i stawia diagnozę: niedomykanie zastawki prawej komory. Wypisuje receptę, udziela wskazówek i na zakończenie dodaje pocieszająco, że jestem teraz w wieku dojrzewania i jest szansa, że z biegiem czasu wada serca sama się wyrówna, czego on mi serdecznie życzy, a nam obu – szczęśliwego powrotu do Polski i spotkania z mężem i ojcem. Kategorycznie odmawia przyjęcia choćby symbolicznego honorarium”.

„W chwilach samotności siadam nad brzegiem Jeniseju i wpatruję się w goniące jedna za drugą burzliwe fale. Widok rzeki przypomina obrazy z przeszłości, aczkolwiek nieporównywalne są Jenisej i maleńka rzeczka Myszanka pod Baranowiczami, nad którą ojciec woził mnie na rowerze (…)”.

Na Ukrainie:

„W odległości około 14 km od miasta znajduje się Pomocnicze Gospodarstwo Nr 1 »Dnieprostroju« (przedsiębiorstwa odbudowującego wielką elektrownię na Dnieprze), w którym będziemy mieszkać i pracować. Jak długo, nie wiemy i tego nie wie nikt. Ale jedno jest pewne, pokonaliśmy tysiące kilometrów, aby być bliżej Polski, i oto jesteśmy. (…) Jest wczesne popołudnie, słońce jeszcze stoi wysoko. Samochody wjeżdżają na teren osady położonej w płytkiej kotlinie. Schludne domy toną w zieleni sadów, nie widać zabudowań gospodarczych, koni i bydła, to nie wieś syberyjska”.

„Na dworze ciepło, chociaż to już koniec lata. W sadach jabłonie, grusze i śliwy uginają się pod ciężarem owoców, wokół cisza i spokój. Czujemy się jak w raju. Nazajutrz wyruszam w pole na zbiór kukurydzy. Łatwe i miłe zajęcie, akurat na miarę moich fizycznych możliwości: ścinam nożykiem kolby kukurydzy wypełnione złotym ziarnem, otulone kilkoma warstwami łuski, zwieńczone pióropuszami delikatnych, włoskowatych włókien. Wrzucam kolby do wiklinowego kosza, który po napełnieniu zabierają mężczyźni i podstawiają pusty. Pole kukurydziane ciągnie się aż po horyzont (…)”.

„Komunikat o zakończeniu wojny dotarł do Zaporoża błyskawicznie. Nie do opisania jest tamta chwila. Ludzie z radości rzucali się sobie w objęcia, płakali i śmiali się na przemian. Nie było Polaków, Ukraińców czy Rosjan, podwładnych i przełożonych – wszyscy byliśmy braćmi we wspólnej radości i szczęściu, że zakończył się ten długi, okrutny koszmar, który ogarnął cały świat, a nas, tutaj zgromadzonych, dotknął osobiście bardzo boleśnie. Nikt nie podejmował przerwanej pracy, wszystko inne było nieważne poza tymi dwoma słowami: »KONIEC WOJNY«.

„Jest lipiec, lato w pełni, sady pełne owoców. Stare drzewo morelowe za naszym oknem wyjątkowo obrodziło. Wśród gęstego listowia pysznią się śliczne, omszałe owoce o niepowtarzalnej pastelowej barwie i aromacie. Widok godny pędzla mistrza. Sokołan prosi mnie o pomoc w zbiorze moreli. Wchodzę po drabinie, a gdy się kończą szczeble, przechodzę na kolejne konary drzewa, by dosięgnąć celu wspinaczki. Zrywam ostrożnie delikatne owoce i napełniam nimi koszyk, spuszczam na sznurku do rąk gospodarza, a on przekłada je do skrzynek (…)”.

Powrót do Polski:

„Po raz pierwszy od pięciu lat zanurzam się po szyję w normalnej wannie, ogarnia mnie ciepło i niewysłowiony spokój. (…) Czuję się jak żeglarz, który dotarł do bezpiecznego portu po długiej, niebezpiecznej podróży, (…) ze łzami odpływają ode mnie przeżyte cierpienia, smutki i tęsknoty z pięcioletniej rozłąki, ustępując miejsca bezbrzeżnej radości z doczekania się najszczęśliwszego dnia w moim życiu. Dnia odzyskania ojca i powrotu do Polski”.

Recenzja Anny Milewskiej-Młynik, zamieszczona w kwartalniku „Zesłaniec” nr 46, 2011 r.

 

 

 

 

 

  NASTĘPNE WPISY »

Liczba wejść na stronę: Licznik